Pewien eksperyment
Czytając książki psychologiczne lub te związane z rozwojem osobistym, często można natrafić na pewien eksperyment. W jego opisie do klatki wstawiono drabinę, a nad nią zawieszono kiść bananów. Następnie wpuszczono pięć małp. Za każdym razem, gdy jedna z nich próbowała wspiąć się po drabinie, pozostałe były polewane zimną wodą. Po kilku próbach małpy nauczyły się przewidywać konsekwencje. Gdy któraś z nich tylko zbliżała się do drabiny, pozostałe natychmiast ją powstrzymywały. Wkrótce żadna nie próbowała sięgać po banany. Potem eksperymentatorzy zaczęli wymieniać małpy na nowe. Każda nowa, nieświadoma wcześniejszych doświadczeń, instynktownie kierowała się do drabiny – i każda była powstrzymywana przez resztę. Po kilku wymianach w klatce nie było już ani jednej małpy, która pamiętała polewanie wodą, a mimo to żadna nie próbowała sięgnąć po banany. Zachowanie utrwaliło się bez zrozumienia jego przyczyny.
Trudne relacje z (nie)jednym klientem
Na co dzień prowadzę firmę, która projektuje i buduje układy sterowania do maszyn. Zdarza mi się więc poszukiwać nowych klientów. Jednym z takich przypadków była firma, która wprawdzie posiadała swój dział elektryczny, ale często korzystała ze wsparcia zewnętrznych wykonawców. Pierwsze rozmowy przebiegały bardzo dobrze – otrzymałem materiały do wyceny, wszystko wyglądało obiecująco. Jednak podczas analizy dokumentacji natrafiłem na kilka rozwiązań sprzecznych z obowiązującymi normami i powszechnie przyjętymi zasadami bezpieczeństwa. Na kolejnym spotkaniu przedstawiłem ofertę, zaznaczając, że w projekcie trzeba będzie wprowadzić kilka zmian, aby dostosować go do aktualnych przepisów. Mimo że starałem się to ująć delikatnie, kierowniczka działu elektrycznego poczuła się urażona. Efekt? Dostałem „bana” na współpracę z tą firmą – i temat się zakończył.
Każdy powinien mieć drugą szansę
Lata mijały, a sytuacja się zmieniła. Wspomniana pani przeszła na emeryturę, a dział, którym kierowała, znacznie się odmłodził. Pomyślałem, że to dobry moment, by dać tej współpracy drugą szansę. Firma mieści się zresztą na trasie, którą często pokonuję, więc postanowiłem ponownie zaproponować swoje usługi. Rozmowy znów zaczęły się bardzo pozytywnie. Otrzymałem kolejne materiały do wyceny – i tu nastąpiło déjà vu. Po tylu latach nic się nie zmieniło! Dokumentacja wyglądała tak samo, błędy te same, rozwiązania identyczne. Przedstawiłem ofertę, dodałem swoje uwagi, powołałem się na normy. Reakcja była niemal kopią sprzed lat: „My tak robimy od dawna. Gdyby coś było nie tak, nasi klienci – duże firmy – już dawno by nam to wytknęli.” Nie pomogły wyciągi z przepisów ani argumenty dotyczące potencjalnych konsekwencji. Usłyszałem jeszcze tylko, że „skoro działa, to po co zmieniać” – i rozmowa zakończyła się równie szybko, jak poprzednia.
Warto się rozwijać
Psychologia zawsze była dla mnie ciekawa, bo pozwala lepiej zrozumieć ludzi. Ale czasem samo zrozumienie to za mało. Wchodząc na to drugie spotkanie, znałem przecież historię o małpach, drabinie i bananach. Mimo to cała sytuacja wydawała się zbyt absurdalna, by mogła mieć realne odbicie w biznesie. A jednak. Przygotowałem się solidnie – miałem wyciągi z norm, argumenty, przykłady z praktyki. Po drugiej stronie stołu – mur. Kilka osób, które z przekonaniem twierdziły, że skoro „nikt się jeszcze nie przyczepił”, to wszystko jest w porządku. To doświadczenie przypomniało mi, że rozwój to nie tylko kwestia wiedzy, ale też odwagi, by podważać stare schematy. Bo dopóki ktoś nie zapyta „dlaczego właściwie robimy to w ten sposób?”, dopóty nic się nie zmieni.
Wyciągamy wnioski i jedziemy dalej
Zanim usiadłem do pisania tego tekstu, wszedłem na stronę internetową tej firmy. Z ciekawości – chciałem sprawdzić, czy coś się zmieniło. Niestety, po zdjęciach wnioskuję, że raczej nie.
Oscar Wilde powiedział kiedyś: „Nie ma nic bardziej bezużytecznego niż dobra rada, której nikt nie słucha.”
W branży automatyki często obserwuję niską świadomość zasad bezpieczeństwa maszyn u użytkowników. Ale jeszcze bardziej niepokoi mnie, gdy tej świadomości brakuje u samych producentów. To oni przecież powinni być wzorem w kwestii odpowiedzialności i zgodności z normami.
Jedno sprostowanie
Eksperyment, od którego zacząłem – przypisywany często badaniom G.R. Stephensona – prawdopodobnie nigdy nie został przeprowadzony w opisanej formie. Funkcjonuje raczej jako metafora, która dobrze ilustruje, jak w grupach utrwala się zachowanie mimo utraty pierwotnej przyczyny. „Robimy tak, bo zawsze tak robiliśmy.” To zdanie wciąż słyszę częściej, niż bym chciał – zarówno w fabrykach, jak i w życiu codziennym. A przecież wystarczy czasem odrobina odwagi, by sięgnąć po te symboliczne banany.

















